fbpx
Wysokie Obroty

KIA XCEED W HYBRYDZIE – CEED 2.0?

Nie myślałem, że kiedyś takie słowa przejdą mi przez gardło (w zasadzie to przez palce, bo w sumie to piszę), ale… bardziej podoba mi się crossover od hatchbacka! Kia XCeed sprawiła, że zwykły Ceed stał się nieco niepotrzebnym autem, którego XCeed przewyższa (ang. exceed – przewyższać) pod każdym względem.


Czasy, kiedy KIA wywoływała politowanie na twarzy innych, zostawiała już dawno w tyle. Teraz jest to marka, która śmiało może rywalizować ze Skodą, Toyotą, Renault itp. Wyjątkiem nie jest XCeed, który śmiało może stanąć zderzak w zderzak z niemieckimi, japońskimi czy francuskimi konkurentami. Nie dość, że auto wygląda świetnie i miło się na nie patrzy, to jest też bardzo rozsądne.

 

NO I JAK JEST?


KIA XCeed, którą miałem okazję jeździć, była wersją PHEV, czyli hybrydą ładującą się z gniazdka i podczas jazdy, o łącznej mocy 141 koni z silnika o pojemności 1.6 i jednostki elektrycznej. Sam silnik spalinowy ma 105 koni. Szału nie ma, ale też nie jest przesadnie źle. Auto przyspiesza poprawnie, ale nie ma też co liczyć na ogromne emocje z tym związane. To w końcu 11 sekund… dla jednych to krótko, dla innych wręcz przeciwnie. Ale nie oszukujmy się, demonem prędkości to on nie jest. Ale też nie takie jest jego przeznaczenie. To w końcu miejska hybryda. Jego cel jest zupełnie inny i w tym przypadku daje sobie świetnie radę. Chodzi mi oczywiście o oszczędność i komfort jazdy. 

Hybrydowy XCeed jest autem naprawdę ładnym, wygodnym, przyjemnym w prowadzeniu i ekonomicznym. Średnie spalanie na poziomie ok. 5 litrów w cyklu mieszanym jest świetnym wynikiem. W mieście też nie jest źle. W zależności od naładowania baterii, 100 kilometrów da się przejechać zużywając od 6 do 7 litrów. Nie mogę też mu zarzucić braku komfortu. W pełni naładowana bateria pozwala na ok. 40-45 kilometrów (więcej, jeśli zrezygnujecie z jednego z najlepszych wynalazków ludzkości – klimatyzacji i innych mniej istotnych funkcji, jak np. radio) bezdźwięcznej jazdy do 120 km/h. KIA chwali się, że XCeed może przejechać nawet 59 kilometrów na samym prądzie. Może. Jeśli uznamy, że ostatnie kilka kilometrów auto pchniemy elektryczną hulajnogą. Nie okłamujmy się, w normalnych warunkach taki wynik jest praktycznie niemożliwy do osiągnięcia. Mimo to nawet te 40 kilometrów zasięgu pozwoliło mnie przejechać Warszawę w godzinach szczytu (z klasycznym korkiem na S8) bez użycia silnika spalinowego.

PO CO NAM CEED, JAK MAMY XCEEDA?


Sam się teraz sobie dziwię, że piszę takie słowa. XCeed jest dużo ładniejszy od klasycznego Ceeda. Crossover (lub SUV, jak kto woli) podoba mi się bardziej, niż hatchback (które uwielbiam). Ma świetną sylwetkę z genialnie opadającym tyłem, który jest zdecydowanie najmocniejszą stroną KII XCeed. Przód też wygląda dobrze i wszystko jest z nim ok, ale to z tyłu auto podoba mi się najbardziej.

Nie inaczej jest w środku. Wszystko jest bardzo intuicyjne, przyjemne i dobrze wykonane. Siedzenia jedynie mogłyby być nieco lepiej wyprofilowane, ale to już w sumie takie czepianie się, aby się przyczepić. Mimo że na zewnątrz nie stwarza takiego wrażenia, to w środku jest przestronnie. Zarówno z przodu, jak i z tyłu większość nie będzie narzekała na brak miejsca. Co nieco irytuje, to słaba widoczność przez tylną szybę. Niestety w tym przypadku wygląd nie idzie w parze z praktycznością. 

Mimo to, tych irytujących rzeczy jest znacznie mniej i szczerze, idąc teraz do salonu KII, przemknąłbym obok zwykłego Ceeda w hatchbacku i pobiegł do XCeeda.

DOBRA, DOBRA, ALE JAK JEŹDZI?


Cóż, nie oszukujmy się. Jak pisałem wcześniej, nie jest to demon prędkości i auto, które wywołuje ciarki na całym ciele, jak dodajesz gazu. Ale też nikt tego od niego nie oczekuje. 

Sama jazda jest przyjemna. Auto bardzo pewnie się prowadzi, jest w idealnym kompromisie między twardym a miękkim zawieszeniem. Na pewno nie jest denerwująco miękki, że po chwili jazdy zaczynasz odczuwać chęć zwrócenia ostatniego posiłku. To dobrze. Nie lubię aut, w których czuję się jak na niestabilnej łódce podczas sztormu na morzu. Na postawienie dużego plusa zasługuje też układ kierowniczy, który bardzo przyjemnie reaguje na ruch kierownicą. Odczucia podczas jazdy są raczej zbliżone do tych w hatchbacku niż w SUV-ie. Co mi się podoba. 

WIĘC, DLA KOGO TEN XCEED W HYBRYDZIE?


Na pewno nie dla wszystkich. Przed zakupem musisz odpowiedzieć sobie na zajebiście ważne pytanie. Po co ci to auto? Jeśli mieszkasz w mniejszym mieście lub poza miastem, chcesz nim pokonywać tysiące kilometrów w miesiącu, uwielbiasz wyjeżdżać poza cywilizację i odkrywać nowe miejsca… to nie jest to auto dla ciebie. Lepiej wybierz zwykłego XCeeda z silnikiem spalinowym. Wersja hybrydowa jest autem typowo do miasta. Dużego miasta, gdzie jest więcej niż jedna ładowarka (a najlepiej, jak są to działające ładowarki… sorry Ciechanów, musiałem… Ale ładniejszego miejsca na ładowarkę chyba jeszcze nie widziałem!).

Nie ma co ukrywać. Hybrydowy XCeed to auto typowo miejskie, które w takich warunkach sprawdzi się idealnie. Wiadomo, da się nim bez problemu pojechać tak samo w nieznane i da się też jeździć poza dużymi miastami. W końcu też ma silnik spalinowy. Ale po co, skoro jest prawie 30 tysięcy droższy od zwykłej wersji spalinowej (z podobnym wyposażeniem i mocą), i nie da wykorzystać się potencjału silnika elektrycznego + będzie trzeba go ładować ze zwykłego gniazdka. Sensu to nie ma.


OCENA



DANE TECHNICZNE


Silnik
1.6 GDi PHEV
Moc
141 KM
Moment obrotowy
265 Nm
Napęd
FWD, 6-stopniowy automat
Wymiary (dł./szer./wys.)
4395 / 1826 / 1495 mm
Waga
1494 kg
Rozstaw osi
2650 mm
Pojemność bagażnika
291 – 1243 l
Przyspieszenie 0-100 km/h
ok. 11 s
V-Max
185 km/h (120 km/h w trybie elektrycznym)

ZOBACZ TEŻ:

Komentarze

Odwiedź Wysokie Obroty: